O Siwym słów kilka

Sportem interesowałem się od podstawówki. Kilka lat grania na podwórku w piłkę, w ping-ponga czy szkolna drużyna w ręczną... Zakończyło się na liceum, gdzie nadszedł czas kilkuletnich imprez. Zorganizowałem ponad 500 koncertów, a na jeszcze większej ilości byłem. Jak to mówili kumple: "Siwy rock'n'rollowiec". Odechciało mi się biegać na autobus.

- Przecież przyjedzie następny.

Zwykłe wchodzenie po schodach kończyło się zadyszką. W wieku 28 lat zorientowałem się, że uprawiam sport tak rzadko, że może się to na mnie szybciej odbić niż zdaję sobie sprawę. Pierwszy krok ku zdrowiu wykonałem w 2012r., gdy zapisałem się na siłownię. Nie byłem tam za częstym gościem - z czasem znudziły mnie te wszystkie serie, orbitrek, zajęcia na zdrowy kręgosłup.

W lutym 2014r. z czystej ciekawości przebiegłem 800 metrów i myślałem, że wypluję płuca. Półtora miesiąca później przebiegłem pierwsze 10 kilometrów i byłem szczęśliwy, że pokonałem własne słabości. Trzy tygodnie później przebiegłem swój pierwszy nieoficjalny półmaraton (2:32 h), gdzie dzień wcześniej piłem alkohol...

Nie traktowałem biegania jakoś na poważnie, ale czułem, że pomału się uzależniam. Systematyczne treningi zaowocowały pierwszym oficjalnym półmaratonem w lesie rędzińskim we Wrocławiu (czas 2:02 h). Miałem niedosyt, że nie udało się zejść poniżej dwóch godzin, mimo trudnej, błotnej trasy. Zawziąłem się i jeszcze tego samego dnia wiedziałem, że zapiszę się na kolejny bieg. Trzy tygodnie na przygotowanie i udało się! Czas 1h:58m z trudnymi podbiegami w Mietkowie! Ostatnio tak szczęśliwy "sportowo" byłem w podstawówce jak strzelałem gole ;)

Zdałem sobie sprawę, że bieganie to super sprawa! Zacząłem kompletować strój, czytać blogi i zdrowiej się odżywiać (chociaż nie zawsze wychodzi). Przez dziewięć miesięcy przebiegłem 500 km. To jak z Wrocławia do Kołobrzegu! Gdybym taki plan założył sobie jeszcze rok temu, roześmiałbym się.

Początek 2015 roku był bardzo aktywny: bieganie, treningi obwodowe, rower. Cały styczeń i praktycznie luty to codzienna aktywność. 1 lutego przebiegłem "ulicami" Wrocławia 30 km - niesamowite uczucie! Na ostatnich 5km "odcięło" mi nogi, ale dotruchtałem!

W marcu oczekiwałem na przyjście na świat syna i wiedziałem, że muszę ten czas wykorzystać obficie, bo później już nie będę mieć go tyle, by biegać. Na dwa tygodnie przed narodzinami pokonałem 21 km na Stadionie Olimpijskim. 15tego marca intensywne dwanaście kilometrów, a 16tego, na pięć dni przed terminem, Kacper przywitał mnie swoim uśmiechem. Kilka dni po tym jak świat wywrócił mi się do góry nogami (w pozytywnym znaczeniu!) wróciłem "na szlak". Pasja pochłonęła mnie na całego, podobnie jak mój syn.

Jestem kompletnym amatorem, ale wiem, że jak chociaż raz w tygodniu nie pójdę biegać to strasznie mi tego brakuje.

Jakie plany biegowe? Nie wiem, co los przyniesie. Wiem, że chciałbym przebiec w tym roku kilka półmaratonów oraz 33.Wrocław Maraton, który odbywa się trzynastego września. Jest to mój tegoroczny cel, do którego będę dążyć! Wiem ile kosztuje odpowiednie przygotowanie - będę walczyć!

W ramach mojej współpracy z bratem postaram się zdawać relacje z moich biegowych przygód, dzielić się moimi spostrzeżeniami, a także udzielać rad na tyle, na ile pozwala mi moja obecna wiedza. Relacje biegowe będą iść w parze z wpisami na temat gotowania. Zdrowe odżywianie jak wiadomo jest bardzo ważne w życiu każdego człowieka.